Justyna. Korporacyjna miłość
(Nie)miła niespodzianka

powrót do listy
Pokaż rozdziały
Ukryj rozdziały

          Po tym jak Artur wrócił do Wiednia oboje popadli w wir pracy. Natłok obowiązków sprawił, że ledwo mieli czas i siłę na wspólne wieczorne, rozmowy przez Internet. Czasem oboje dochodzili do wniosku, że tak nie może być. W końcu nie samą pracą człowiek żyje. Uzgodnili, że dadzą sobie maksymalnie pół roku aby uporządkować sprawy i zmienić swoje życie. Chcieli przecież razem zamieszkać. A aktualna sytuacja kompletnie na to nie pozwalała.

Dni upływały szybko, rozmowy przez Internet były coraz krótsze. Nie to, że nie było wspólnych tematów. Zmęczenie pracą i brak bliskości drugiej osoby powodowały, że coś w ich krótkim związku gasło. Zbliżały się urodziny Artura. Nie planował przyjazdu do Polski bo w weekend gdy przypadały jego urodziny miał niestety pracować. Tak się złożyło, że w sobotę od rana do popołudnia miał zająć się kilkoma osobami z zagranicznej delegacji. Justyna z jednej strony rozumiała sytuację z drugiej było jej przykro, że tego dnia nie spędzą razem.  Chociaż wiedziała, że może nie jest to najlepszy pomysł to ostatnie dni spędziła na przeszukiwaniu ofert lotów do Wiednia. Ceny były kosmiczne, a data ewentualnego wylotu coraz bliższa. Początkowo chciała zaskoczyć Artura i zrobić mu niespodziankę ale w końcu stwierdziła, że rozsądniej będzie uprzedzić go o wizycie.

Znalazła w końcu bilet za w miarę sensowną kwotę. Był to typ biletu z możliwością ewentualnej zmiany terminu lotu. Data lotu przypadała dokładnie w sobotę w urodziny Artura. Lot był o 8:45.

W środę wieczorem podczas ich rozmowy powiedziała Arturowi, ze ma dla niego niespodziankę.
- Wiesz co, mam dla Ciebie mały prezent z okazji Twoich urodzin.
- Tak? A co to takiego?
- Zobaczymy się w najbliższą sobotę. Znalazłam lot i odwiedzę Cię!
- Świetnie! O której będziesz na lotnisku?
- Lot mam o 8:45.
- Kurcze to nie będę mógł Cię odebrać, mam tych ludzi z delegacji.
- Nic nie szkodzi. Mam adres, wezmę taksówkę. Dodatkowe kluczy dałeś mi ostatnim razem u mnie. Pamiętasz?
- Jasne, że tak!

Jeszcze chwilkę ze sobą rozmawiali.
Justyna zanim poszła spać zerknęła jeszcze raz na oferty lotów. Tak sobie myślała, że może fajnie byłoby polecieć już w piątek. Widziała wcześniej, że są loty późnym popołudniem. Po krótkim szukaniu okazało się, że jest jeszcze jedno miejsce na piątkowy lot. Kwota dopłaty była minimalna, więc bez zastanowienia zmieniła termin nic nie mówiąc Arturowi. Mimo wszystko będzie miał niespodziankę – pomyślała.

Nadszedł piątek. Justyna urwała się z pracy w południe i już o godzinie 14 była na lotnisku. Odprawa przebiegła bardzo sprawnie i nie było żadnych problemów. Samolot startował o godzinie 16:15. Lot miał trwać około 1 godzinę  i 20 minut. W końcu to blisko.

Siedząc w samolocie ciągle zastanawiała się czy dobrze zrobiła, że nie uprzedziła Artura o tym, że przyleci dzień wcześniej.  Wyłączyła jednak komórkę i chwilę później była już 10200m nad ziemią. Lot był naprawdę przyjemny. Praktycznie żadnych turbulencji, a samo lądowanie to majstersztyk pilota. Zupełnie nie czuła kiedy koła dotknęły ziemi.
Miała ze sobą tylko bagaż podręczny więc nie musiała czekać i krótko po wylądowaniu siedziała już w taksówce, którą jechała pod adres mieszkania Artura. Była bardzo podekscytowana i ciekawa jego reakcji. Zapłaciła taksówkarzowi i weszła do nowoczesnego budynku. Artur mówił jej, że prawie zawsze w piątki siedzi w pracy przynajmniej do godziny 20. Była dopiero 18:40 więc była raczej pewna, że nikogo nie zastanie. Stojąc przed drzwiami mieszkania powoli włożyła klucz i przekręciła go w zamku. Delikatnie otworzyła drzwi nasłuchując czy jest ktoś w domu.

Stała chwilę nie mogąc za bardzo uwierzyć w to co słyszy. Z sypialni dochodziły jęki jakiejś panienki! Justyna stała jak wmurowana. Nie wiedziała czy uciekać czy krzyczeć, a może płakać. Przeszła po cichu kawałek dalej próbując zlokalizować pomieszczenie, w którym jest sypialnia. Przez lekko uchylone drzwi widziała jak na łóżku w pozie na pieska rżnięta jest jakaś blond piękność z dużymi cyckami. Widziała tylko męską rękę trzymającą ją za włosy. Jej krzyki były coraz głośniejsze. Justynie zaczęły płynąć po policzkach łzy. Nie miała ochoty na konfrontacje. Czuła się totalnie rozbita i zraniona. Po cichu wycofała się do głównych drzwi i tak samo niepostrzeżenie wyszła. Zbiegała po schodach już całkowicie zapłakana. Szukała w torebce wizytówki, którą wzięła z taksówki. Nie wiedziała co robić i gdzie jechać. Samolotu pewnie żadnego dzisiaj nie złapie, więc chyba najrozsądniej będzie przenocować w jakimś hotelu. Wybrała więc numer w telefonie i chwilę później wsiadła do taksówki. Poprosiła aby kierowca zawiózł ją do jakiegoś hotelu blisko lotniska.

Po krótkiej chwili postanowiła zadzwonić do Artura aby o wszystkim mu powiedzieć i zerwać z nim raz na zawsze. Po kilku sygnałach Artur odebrał komórkę.

- Halo? Justynko? Coś się stało, że dzwonisz do mnie na komórkę?
- Tak i Ty dobrze wiesz co – powiedziała zapłakanym głosem.
- Co się dzieje? Czemu płaczesz? Jestem w pracy i nie mogę za długo rozmawiać? Będę wolny za jakieś pół godzinki.
- W pracy, fajnie nazywasz tę pracę. A co takiego ciekawego robisz i czym tak jesteś zajęty?
- Jak to czym? Wiesz, że mam sporo projektów. O co chodzi? Powiesz mi w końcu?
- Mógłbyś przynajmniej nie zgrywać idioty. Słyszałam jak intensywnie pracowałeś nad tą blondynką.
- Jaką blondynką? Co ty wygadujesz?
- Byłam u Ciebie w domu i słyszałam jak się zabawialiście. Widziałam Twoją rękę na jej głowie.
- Co ty opowiadasz! Przecież jestem w pracy. Może mi powiesz, że widziałaś mnie w domu? Po za tym jakim cudem jak dopiero jutro przylatujesz?
- Ładna mi praca… Twojej ręki nie pomylę, bo masz na niej dużo czarnych włosów. Poza tym chciałam Ci zrobić niespodziankę i przyleciałam dzisiaj. Weszłam do Twojego domu i to mnie spotkała niespodzianka… tyle, że bardzo przykra, w twojej sypialni.
- Gdzie teraz jesteś?
- Jadę na lotnisko.
- To świetnie, bo niedaleko lotniska pracuję. Daj taksówkarzowi moją wizytówkę. Tam jest adres. Jak będziesz pod budynkiem to zadzwoń. Zejdę do Ciebie na dół.
- Nic już nie rozumiem... Przecież chwilę temu widziałam Cię w domu.
- To nie byłem jak tylko mój brat. Odwiedził mnie wczoraj. Leci gdzieś służbowo do Ameryki Południowej. Lot ma dopiero jutro rano z Wiednia więc mnie odwiedził z okazji urodzin. Dałem mu klucze. Pytał mnie czy nie będę mieć nic przeciwko jeśli podczas mojej nieobecności zaprosi do mnie do mieszkania swoją nową dziewczynę.
- Nic nie mówiłeś, że przyleci do Ciebie brat.
- Bo nic nie wiedziałem. Przyleciał wczoraj wieczorem.
- O matko…
- Nie znam jego dziewczyny, ale nie spodziewałem się, że wylądują od razu w mojej sypialni. Nie mogę teraz rozmawiać dłużej. Kończę za jakieś 25 minut. Może będziesz już do tego czasu pod moim biurem to wrócimy do mojego mieszkania razem.

Podróż taksówką trwała jakieś 35 minut. W momencie, w którym Justyna podjeżdżała pod biuro, Artur akurat z niego wychodził. Zapłaciła więc za kurs, czym prędzej zabrała bagaż i pobiegła w stronę Artura. Rzuciła mu się na szyję i zapłakała jeszcze raz, przepraszając go za podejrzenia.

- Wiesz, trochę mi przykro i martwi mnie to, że mnie o to posądzałaś. Z drugiej strony rozumiem, co mogłaś sobie pomyśleć gdy weszłaś do mieszkania.
- Tak, to było chyba najgorsze co ostatnio przeżyłam.
- Chodź. Pojedziemy na jakąś kolację, a potem wrócimy do mieszkania.

Podczas kolacji rozmawiali o ostatnim miesiącu, kiedy mieli mało czasu dla siebie. Po raz kolejny stwierdzili, że musi się coś zmienić. Justyna jeszcze raz przeprosiła Artura, że go posądziła o zdradę. Poprosiła także aby nic nie mówił swojemu bratu. Nie chciała się głupio czuć, że widziała go podczas takiej „akcji”.

Po powrocie do mieszkania, zastali w nim Marcina - brata Artura, oraz jego nową dziewczynę Marikę, którą Justyna miała już okazję parę godzin wcześniej zobaczyć i trochę usłyszeć. Było jej wstyd przed samą sobą, bo przecież myślała o blond piękności jak o głupiej, pustej lafiryndzie, która zabawia się z jej chłopakiem. Marika jednak okazała się być naprawdę sympatyczną i ciekawą osobą. W końcu ona i Marcin nie robili nic złego.

Cała czwórka miło spędziła wieczór popijając wino i rozmawiając na różne tematy. Zmęczeni, jakby nie było po dosyć ciężkim dniu Justyna i Artur zasnęli, a Marcin wraz z Mariką pojechali do jej mieszkania skąd rano miał jechać na lotnisko.

Następnego dnia Artur wstał bardzo wcześnie, ponieważ miał odebrać gości z zagranicy już o 7:30. Pojechał na lotnisko gdzie właśnie wylądował ich samolot z Kanady. Nie czekał długo, ponieważ nie mieli dużych bagaży tylko podręczne małe walizki. Zadaniem Artura było zajęcie się nimi przez większość dnia. Późnym popołudniem miał ich odstawić do firmy gdzie odbywało się jakieś międzynarodowe szkolenie dotyczące jednego z projektów, w który akurat Artur nie był zaangażowany. Zaplanował ten dzień dosyć intensywnie aby jak najwięcej pokazać swoim gościom. Zwiedzali po kolei wszystkie największe atrakcje turystyczne, w przerwach wstępując na jakąś kawę i jedzenie.

W tym czasie Justyna szykowała tym razem bardzo miłą niespodziankę Arturowi. Zaplanowała kilka słodkości oraz gwiazdę wieczoru – piękną, lateksową bieliznę, którą założy specjalnie na urodziny Artura.

Znalazła w Internecie adres najbliższej cukierni, która miała dobrą opinię i pojechała taksówką aby kupić jakiś mały tort i kilka dodatków w sklepie spożywczym obok. Planowała pobawić się trochę jedzeniem więc zdecydowała się na tort z przewagą bitej śmietany. Kupiła do tego trochę dojrzałych, czerwonych truskawek (oczywiście ze szklarni, bo o tej porze roku raczej ciężko o inne).

Gdy wróciła do mieszkania była już godzina 15:00, a Artur miał być około 17. Przygotowała wszystko. Wino, tort, truskawki, dorobiła też trochę bitej śmietany. Miała także mały prezent. Jeszcze u siebie w kraju kupiła w Internetowym sklepie kajdanki i małą packę do wspólnych zabaw. Miała mu je zamiar podarować i wypróbować właśnie tego dnia. Trochę obawiała się jego reakcji na tak wyuzdaną bieliznę oraz dodatkowe gadżety. Chciała jednak dać mu przyjemność w trochę innej odsłonie.

Zanim Artur wrócił do mieszkania Justyna napisała do niego krótką wiadomość na komórkę: „Jak wrócisz to idź prosto do łazienki, nie szukaj mnie po całym mieszkaniu, weź szybki prysznic, wyjdź w samych bokserkach i przyjdź do salonu. O nic teraz nie pytaj ;) ”.

Gdy wrócił zrobił dokładnie to o co prosiła go Justyna. Szybki prysznic i chwilę później stał w drzwiach salonu w samych bokserkach. Justyna stała na samym środku w lateksowym gorsecie, który miał wycięcia na biust i kończył się ciut nad jej biodrami. Jej usta wymalowane były intensywnie czerwoną szminką. Włosy miała spięte w wysoko stojący kucyk, a w uszach błyszczały małe kolczyki. Widać było, że postarała się o swój wygląd bo nad samym makijażem musiała spędzić sporo czasu. Wszystko oprócz czerwonych ust było tylko delikatnie podkreślone. Była piękna więc nie trzeba było praktycznie niczego dodawać.

Artur patrzył na nią przez dłuższą chwilę. Na jej długich, zgrabnych nogach założone były wysokie, skórzane kozaczki. Justyna wykonała kilka powolnych obrotów aby Artur mógł się jej przyjrzeć.

- I co? Podoba Ci się moja niespodzianka?
- Jeszcze pytasz? Wyglądasz przepięknie, ale zarazem bardzo ale to bardzo seksownie, a w tej seksownej bieliźnie powiedziałbym, że bardzo ostro!
- Mam tu jeszcze mały prezencik dla Ciebie.

W tym momencie podała mu pudełko.

- A co to?
- Otwórz…
- Wow! Widzę, że pomyślałaś o wszystkim. Czy mam rozumieć, że to dodatki na dzisiejsze „konsumowanie” największego mojego prezentu, którym jesteś Ty?
- Tak, możemy dzisiaj trochę poszaleć. Może Ty mnie przypniesz a może ja Ciebie, abyś mi nigdzie nie zwiał gdy pobawię się trochę tą packą – zaśmiała się.

Michał czuł słodki zapach ulubionych perfum Justyny. To dodawało całej atmosferze jeszcze więcej erotyczności. Świece, tort, wino, no i piękna, chętna na zabawę Justyna ubrana w bieliznę erotyczną.
Chwilę później trzymała w ręce truskawkę zamoczoną w bitej śmietanie, którą lekko wsunęła w swoje usta tak, że bita śmietana rozeszła się po jej wargach. Zlizała ją językiem w taki sposób, że nawet najbardziej zobojętniały facet padłby z wrażenia. Kolejną truskawkę wraz z bitą śmietaną zbliżyła do swojej jednej piersi i lekko posmarowała nią swój sutek dając tym do zrozumienia Arturowi aby zbliżył się i zlizał wszystko co na nim zostało.

Dłużej nie mógł wytrzymać i chwilę później cały sutek wylądował w jego ustach. Nie czekał już na żadną bitą śmietanę ani truskawkę, tylko raz za razem ssał i lekko przygryzał sutki Justyny. Ona trzymała tylko jego głowę gdy zabawiał się jej piersiami. Widziała, że w jego bokserkach penis stoi już na baczność. Sama czuła, że pomiędzy jej nogami zrobiło się bardzo mokro. Odsunęła więc Artura od siebie. Kazała wyciągnąć z opakowania kajdanki, dać ręce do tyłu i chwilę później spięła je kajdankami. Wyciągnęła też packę. Nie czekając dłużej zsunęła jego bokserki aby jego penis w końcu mógł swobodnie stać. Przesuwała po nim packą czasem bardzo leciutko go klepiąc, tak aby Artur nie czuł bólu tylko przyjemność. Po kilku razach niespodziewanie wzięła go do ust. Nie używała ręki. Robiła to tylko buzią. Artur co chwilę miał ochotę złapać ją za głowę ale nie mógł z powodu kajdanek. To go podniecało jeszcze bardziej bo nie miał zupełnie kontroli nad  jej ruchami.
Justyna delikatnie popchnęła Artura na skórzaną kanapę stojącą obok. Wróciła do zabawy ustami tylko tym razem robiła to szybciej i pomagała sobie rękami. Nie mogła już dłużej opanować ochoty aby na nim usiąść.

Usiadła tak, że piersi były na wysokości jego ust. Złapała je obiema rękami mocno ściskając do środka tak aby sutki były jak najbliżej siebie. Od razu przysunęła je do twarzy Artura, który na nic nie czekając wrócił do ich pieszczenia.

Justyna miała go już w sobie i coraz mocniej i szybciej ruszała całą pupą. Nie musieli zmieniać pozycji bo tak było idealnie. Artur całował jej piersi, ona go ujeżdżała, a jej łechtaczka lekko ocierała się o jego skórę. Dawno tego nie robili więc doszli bardzo szybko. Orgazm był intensywny zarówno u Justyny jak i Artura. Miała ochotę aby strzelił do środka. Była w końcu zabezpieczona, a uwielbiała tak kończyć. Artur także, zresztą, który facet by tak nie chciał. Czuła, że wytrysk jest mocny, a strzałów sporo. W duchu śmiała się, że chyba rzeczywiście czekał z tym na nią i nie ma się o co martwić.

Chwilę później opadli z sił. Justyna siedziała tak opierając swoje czoło o czoło Artura. Trzymając go za policzki, prosto w twarz powiedziała:

- Wszystkiego najlepszego! Kocham Cię!

powrót do listy

Chcesz podzielić się swoją erotyczną historią? Może być prawdziwa, a może to być tylko Twoja fantazja! Napisz do nas na adres
redaktorzy@bielizna-erotyczna.eu

© bielizna-erotyczna.eu. Kopiowanie treści zabronione.
Projekt i realizacja:   sakowww.com